poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Transfery




 Transfery



Ktoś kiedyś powiedział „Dążenie jest ważniej­sze niż osiągnięcie, bo jest ruchem, pod­czas gdy osiągnięcie to stagnacja”.  Zgadzam się z tym całkowicie. Cały świat się zmienia, każdy aspekt naszego życia z biegiem czasu ulega zmianą. Tak samo w świecie footballu te, mniejsze bądź większe, metamorfozy zachodzą. Praktycznie zawsze dzieje się to poprzez transfery, które powinny podnosić poziom sportowy zespołu.  Dobrą drużynę można porównać do masywnego, potężnego, stalowego łańcucha, w którym każde ogniwo jest ważne. Każdy człon jest obarczony takim samym obciążeniem, dzięki czemu wspólnie mogą utrzymać nawet największe ciężary. Dobry konserwator cały czas patrzy, obserwuje, porównuje, sprawdza i decyduje. Kiedy nadchodzi czas, w którym jakiś fragment pękł i nie spełnia właściwych wymogów, wymienia go. Na tej samej zasadzie działa zarząd profesjonalnej drużyny piłkarskiej. Właśnie tego zabrakło w FC Barcelonie w ostatnich latach. Zaznaczam od razu, że nie uważam, iż ten sezon jest słaby. Półfinał Pucharu Króla, Półfinał Ligi Mistrzów (a może finał;)), odbita Realowi Madryt Liga Hiszpańska i piękna remontada z AC Milanem, to wszystko składa się na całkiem przyzwoity sezon, który mnie, jako kibica, zadowala. Jednakże kibice oraz dziennikarze, rozpieszczani przez ostatnie 5 lat wszystkimi możliwymi tytułami już ogłaszają koniec epoki, umniejszając wszystkie zasługi piłkarzy. Proszę nie dramatyzujmy. Problem faktycznie jest, lecz nie tak wielki jak się go opisuje, są nim transfery.
Wyobraźmy sobie grecki Partenon. Załóżmy, że każdy filar podtrzymujący ten wielki, wielotonowy dach jest pojedynczym zawodnikiem. W ten sposób wyglądała Barcelona 4-5 lat temu. Gdzie każdy piłkarz brał na swoje barki taką samą odpowiedzialność. Poczynając od Valdesa, Puyola, Abidala, Pique, przez Inieste, Xaviego, Toure aż po Messiego, Eto i Henrego.  Zauważcie jak bardzo wyrównany był ten skład. Szczególnie linia ataku, jeden z najlepszych napastników w historii Barcelony, wspierany przez genialnego młodego skrzydłowego oraz najlepszego napastnika w historii Arsenalu, robi wrażenie prawda? Do tego świetna, młoda, jeszcze wtedy, pomoc i solidna obrona. Z biegiem lat filary te były, niczym w polskim budownictwie, wymieniane na gorsze, słabsze odpowiedniki. W ten sposób powoli wykruszał się ten genialny zespół nieważne, z jakich powodów, ważny jest efekt końcowy. Według mnie ten wielki dach stoi w tej chwili tylko na 3 filarach, Messim, Inieście oraz Busqetsie. Valdes odchodzi, Puyola niszczą kontuzje, Xavi, Alves przeplątają jeden genialny mecz z 10 słabymi. Nie wiem w ogóle co się stało z Pique i Pedro. Reszta według mnie nie wkomponowała się jeszcze w zespół tak, aby grać na równym światowym poziomie. Właśnie w tym momencie potrzebny jest konserwator, który dokona ogólnego przeglądu i wymieni słabe ogniwa na nowe, lepsze i mocniejsze.
Wiadome jest, że w następnym sezonie kadra ma liczyć od 22 do 23 zawodników. Dlatego chciałbym pokazać, kto i za ile może odejść oraz przyjść, aby w końcowym rozrachunku uzyskać właśnie tą liczbę. Nie będę żonglował cenami z głowy wiec każdy piłkarz otrzyma ode mnie wartość przypisaną na stronie www.transfermarkt.de.


 W tej chwili kadra liczy sobie 23 piłkarzy są to: Pinto, Valdes, Puyol, Pique, Mascherano, Bartra, Alba, Adriano, Abidal, Alves, Montoya, Busquets, Song, Xavi, Iniesta, Thiago, Dos Santos, Fabregas, Tello, Sanchez, Pedro, Messi, Villa

Do tego trzeba doliczyć powracających z wypożyczeń zawodników w liczbie 5: Fontas, Bojan, Cuenca, Afellay, Muniesa(zakładam, że jest wypożyczony z Barcelony A do Barcelony B).


Ostateczną liczbę kadry ma ustalić, jeśli założyć, że hiszpańskie gazety mówią prawdę, 6 wzmocnień. Tak wiec uzyskaliśmy liczbę 34, którą sztab szkoleniowy będzie musiał zredukować do wcześniej wspomnianych 22-23. Kogo w takim razie się pozbędziemy i za ile.


Oto moje typy, wyjaśnienie poniżej:

Zawodnicy
Wartość
Villa
18.000.000
Dos Santos
3.500.000
Valdes
12.000.000
Pedro
30.000.000
Fontas
2.500.000
Bojan
13.000.000
Cuenca
4.000.000
Afellay
10.000.000
Muniesa
3.500.000
Tello
10.000.000
Abidal
1.000.000

Suma
108.500.000


Wiadome jest to, że żaden z wypożyczonych zawodników się nie sprawdził i nie znajdzie miejsca w przyszłorocznej kadrze, wiec wszyscy znaleźli się na mojej liście do sprzedania. Valdes sam zadeklarował chęć odejścia wiec jest to ostatni sezon, w którym można coś na nim zarobić. Abidal po przeszczepie gra bardzo dobrze lecz, według mnie powinien ustąpić i zrobić miejsce nowemu obrońcy, tym bardziej, że rolę mentora zajął Puyol. Muniesa jest po prostu zbyt kontuzjogenny osobiście sprzedałbym go z opcją pierwokupu w ciągu 2 lat. Tak samo postąpiłbym z Tello, który regularnie grając w dobrym klubie (Liverpool), mógłby osiągnąć bardzo wysoki poziom.  Pozostaje sprawa Pedro i Villi. Zdaje sobie sprawę, że Pedro jest nie do ruszenia, lecz jeśli miałbym wybrać Pedro czy Alexis, nie wahałbym się ani chwili. Uważam ze Alex ma dużo większy potencjał, co zaczął pokazywać w końcówce sezonu. Tak czy inaczej za obu można dostać podobne pieniądze wiec suma nie jest przekłamana.  Villa to zawodnik, którego uwielbiam, typowy snajper, lis pola karnego, jednakże sam nie chce się wypowiadać o swojej przyszłość a brak wystawienia go w Monachium może przechylić szalę na stronę opuszczenia klubu. Pozostaje Dos Santos, który po prostu jest zbędny w klubie i nigdy nie przebije się przez zaporę w postać Songa i Busiego. Osobiście sprzedałbym jeszcze Pique, który zwyczajnie już nie gra na wymaganym przez Barcelonę poziomie, a Bartra wykazuje większą chęć do oddania serca za drużynę. Kiedy zbierze doświadczenie będzie znacznie lepszy od naszej wieży. Niestety sprzedaż pozostaje na razie w strefie moich marzeń.
      Rozmawiając o transferach do klubu trzeba przypomnieć, że ostatnimi czasy zarząd powiedział, iż na transfery przeznaczą tyle, co zawsze czyli ok. 50.000.00 euro. Dodając do siebie te dwie sumy uzyskamy ok. 160.000.000. Jednak znając możliwości negocjacyjne naszego zarządu zmniejszyłbym tą sumę do 140.000.000. Wydaje mi się to uczciwe. Pamiętajcie, że zarząd, w zeszłym roku, obiecywał, że to, co zostanie z letniego okienka, (ok. 10 mln) przejdzie na następne okno transferowe, nie będę jednak tego dodawał.


Oto transfery, które proponuje do klubu.



Rafinia
0
Sergi Roberto
0
Marc-Andre ter Stegen
10.000.000
Mats Hummels
24.000.000
Neymar
30.000.000
Aguero
45.000.000
Inigo Martinez
5.000.000
Gerard Deloufeu
0
Suma
114.000.000



Tak według mnie powinny wyglądać transfery do klubu. Cena 30 mln euro za Neymara jest podana ze względu na to, że 10 mln już zostało wpłacone i nie obciąży letniego budżetu. Nie jestem zwolennikiem sprowadzenia brazylijskiego magika, ale wydaje się, że jest to już pewne. Jeśli chodzi o nazwisko drugiego napastnika, to pozwoliłem sobie na zamieszczenie tutaj Aguero, ponieważ wiem, że uwielbiają się z Messim. Poza tym Argentyńczyk świetnie pasowałby profilem do Barcelony i nikt nie podważy jego klasy. Ostatnie plotki o sprowadzeniu Cavaniego do City czynią ten transfer troszeczkę bardziej realny. Z drugiej strony może należy skupić się na wysokim napastniku mój typ: Lewandowski

             Z trójki młodzików jeden z nich powinien zostać wypożyczony. Obstawiałbym Roberto, ponieważ Rafinia lepiej będzie się rozumieć, ze swoim bratem. Chce jednak podkreślić, iż obaj mają potencjał i głęboko wierzę, że kiedyś będą stanowić o sile środka pola Barcelony. Krnąbrny Gerard według mnie powinien dostać więcej niż 5-10 minut na pokazanie się i wtedy zostanie rzetelnie oceniony. Jeśli się nie poprawi skończy jak Diego „jeździec bez głowy” Capell.

            Pozycję goalkeepera obsadziłem Ter Stegenem, ponieważ wraz z Courtoisem to najlepszy bramkarz młodego pokolenia. Nie widzę sensu na wydawaniu 10 mln na jakiegoś przeciętnego 26 latka typu Guita lub zaledwie dobrego Muslery. Należy kupić młodego perspektywicznego zawodnika, nawet, jeśli nie wypali to za 2 sezony można go sprzedać bez straty pieniędzy. Jeśli chodzi o obrońców to jestem zwolennikiem Hummelsa tylko wtedy, kiedy odejdzie Pique. Po co nam kolejny wolny, wysoki stoper, kiedy mamy już takich dwóch(Pique, Bartra)? Według mnie powinniśmy zainwestować w szybkiego, silnego i zwrotnego obrońcę typu Marquiniosa, który niestety sam przyznał, że nie ma zamiaru niegdzie się ruszać. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się kandydatura Martineza, który, mimo młodego wieku, trzyma za ryj całą obronę w Realu Sociedad. Według mnie kandydatura doskonała wraz z wcześniej wymienionym Brazylijczykiem.

Widać tutaj, że wzmacniając kadrę naprawdę bardzo mocnymi zawodnikami kwota przeznaczona na transfery nie została przekroczona. Powiem, wiecej w Banku pozostało ok. 26 milionów, co powoduje, że wszystkie moje założenia są bardziej realne. Nie uważam, że kwoty transferów zostały zawyżone lub zaniżone. A nawet, jeśli niektóre będą wyższe lub niższe to wciąż mam 26 milionowy margines błędu. Czy jest to realne? Sami zdecydujcie i odpowiedzcie mi w komentarzach. Według mnie za 3 miesiące znów możemy mieć kadrę, która wspólnie, solidarnie dzieli się obciążeniem nakładanym przez ogromny dach Partenonu, jakim jest klub FC Barcelona.

Proszę o komentarze, może ktoś ma inne zdanie, chętnie go wysłucham i podyskutuje na temat mojego.













piątek, 8 marca 2013

Najemnicy


Najemnicy


    Nastały złe czasy dla piłki nożnej. Czasy, gdy wszelkie wartości schodzą na drugi plan w imię pieniądza. Czasy, w których dla piłkarza ważniejsza od sukcesów jest ilość zer w kontrakcie. Niestety żyjemy w czasach, gdy kłamstwo nie jest niczym dziwnym ani bulwersującym. Piłkarze sterowani przez swoich agentów, którzy z kolei są sterowani rządzą pieniądza, potrafią zmieniać drużyny nawet pięć, sześć, siedem razy w ciągu kariery. Najlepszym przykładem w połakomieniu się na kasę jest według mnie Thiago Silva. Były gracz AC Milanu pobił wszelkie rekordy podpisując ze swoim byłym zespołem nowy kontrakt i zgarniając całkiem niezłą sumkę za sam podpis, aby po niecałym miesiącu przenieść się do francuskiego PSG i kolejny raz zarobić niemałe pieniądze za parafkę pod kontraktem.
Możliwe, że takie zachowanie nie miałoby tak złego wydźwięku gdyby sam zawodnik przez parę miesięcy nie zapewniał, że kocha Milan, Mediolan, kibiców, mieszkańców i z szacunku do nich nigdzie się nie rusza. Widać, że prawdą jest stwierdzenie, że każdy ma swoją cenę. Osobiście nie mam nic do władzy pieniądza w piłce, ale stanowczo nie podoba mi się to, gdy ta mała niepozorna rzecz wkracza w moralność zawodników i trawi ją niczym rak. Wyjaśniam już, o co chodzi. Każdy kibic piłki nożnej na świecie zdaje sobie sprawę z tego, że występują w tym środowisku różnorakie zależności, zazwyczaj definiowane przez klubowe tradycje lub krajową historie. Mówię w tym przypadku o tym, że wzmożona konkurencja i wrogość takich zespołów jak Barcelona i Real, Milan i Juventus, Manchester i Arsenal, Liverpool i Everton nie wzięła się z powietrza. Może ona być wynikiem kompleksów, uciemiężeniem jednych lub faworyzowaniem drugich itd. Tak naprawdę powodów takich zachowań jest  mnóstwo od bardzo błahych po bardzo poważne. Nikt jednak nie zaprzeczy, że te zależności istnieją i będą istnieć. Tutaj właśnie wkraczają zawodnicy ze swoją zepsutą moralnością. Bo jak inaczej nazwać zmianę przez np. Luisa Figo Barcelony na Real? Wspominam tutaj akurat o nim, ponieważ uważam, że to właśnie on, jako pierwszy złamał, tą głęboko zakorzenianą w głowach kibiców oraz zawodników, tamę. Teraz praktycznie większość zawodników ma gdzieś gdzie będzie grać, ważne jest tylko to żeby liczba zer była odpowiednia. Wszystkie rekordy pobija według mnie Zlatan Ibrahimović. Latający Szwed, któremu obca jest, jakakolwiek moralność. Nie waha się przed kopaniem kolegów na treningach, deptaniem przeciwników w  trakcie meczów i biciu dziennikarzy po rozgrywkach.
Odzwierciedlenie tego możemy także znaleźć w przebiegu jego kariery. Pierwszym  klubem napastnika  był Ajax Amsterdam, z którego przeszedł do włoskiego Juventusu. Po tym jak wyszły na jaw korupcyjne machlojki tego zespołu Zlatan zmienił klub na Inter Mediolan. Nie muszę chyba mówić, że kluby te nie przepadają za sobą. Na tym nie koniec po dłuższej chwili przeniósł się do Barcelony by po roku zagrzać miejsce w kolejnym włoskim gigancie AC Milanie. Nie wiem jak wy, ale ja nie chciałbym grać w dwóch klubach, którym niedawno strzelałem gole i byłem wyzywany przez kibiców, Szwed zaliczył aż trzy takie zespoły. Skończył na razie w PSG i brakuje mu teraz tylko rocznej wycieczki do Madrytu, aby późnej skończyć karierę w PSV Eindhoven.  To by była prawdziwie hmmmm „zdradziecka” kariera. 
   Dążę do tego, aby uzmysłowić wam , iż nie ma sensu kupować zawodników, trzeba ich wychować. Ważne jest to, aby wpajać im od samego początku idee i wartości swojego klubu, aby wzbudzić w nich miłość do barw klubowych, które pozwoliły im zadebiutować w wielkiej piłce. Na palcach jednej ręki można policzyć zespoły, w których zawodnicy grają dla idei i z przywiązania  więc  trzeba ich podawać jako przykład właściwego postępowania (Maldini, Giggs, Puyol, Del Piero), a nie karmić ambicję młodych piłkarzy obietnicą większych pieniędzy. Konieczne jest to aby uzmysłowić graczom,  że ważniejsze od tych zer w kontrakcie  są sukcesy sportowe. Pamiętajcie obiecajcie zawodnikom pieniądze a będą walczyć dopóki nie zgromadza bogactwa. Wtedy się odwrócą i odejdą. Jeśli jednak dasz im ideę, za którą będą mogli walczyć, nie wyrzekną się jej do ostatniego tchu. Chyba nikomu nie muszę mówić, co to oznacza.
Taką politykę wobec zawodników stosują od dłuższego czasu Ajax i Barcelona a powoli wdrażają ją np. Milan, Juventus, Borussia Dortmund. Daleki jestem od stwierdzenia żeby cały skład budować na wychowankach gdyż jest to prawie niemożliwe, ale chciałbym żeby stanowili oni trzon swoich drużyn a zawodnicy ściągnięci spoza klubu potrafili okazać szacunek za to ze im zaufano i pozwolono się pokazać.  Według mnie każdy szanujący się klub powinien skreślać ze swoich list transferowych zawodników pokroju wyżej wspomnianego Ibrahimovicia, nawet jeżeli, tak jak Szwed, dysponuje on nieprzeciętnymi umiejętnościami. Niestety w tych czasach agenci piłkarzy zawsze będą kierować swoich podopiecznych w stronę większych sum nawet wtedy, kiedy  nie będzie to dobre rozwiązanie dla samego zawodnika. Pozostaje mieć tylko nadzieję, iż będzie więcej takich zawodników jak wyżej wspomniany Giggs i inni, a kluby nie tylko będą uczyć grać w piłkę  adeptów swoich szkółek, ale też uczyć życia i wpajać im  podstawowe wartości.

                                                          

PS Z Okazji dnia kobiet chciałbym wszystkim Paniom życzyć wszystkich najlepszego a w szczególności „mojej Pani” Iwonie =)

wtorek, 19 lutego 2013

Chilijski Diabeł


Chilijski Diabeł




        Alexis Sanchez chilijski gwiazdor, który prawie dwa lata temu przeniósł się z Udinese Calcio do FC Barcelony wzbudzając tym samym wiele emocji, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych. Transfer ten niemal natychmiastowo podzielił cała społeczność kibiców katalońskiego klubu na dwie frakcje. Połowa kibiców dość sceptycznie podchodziła do tego zawodnika, narzekając na wysokość kwoty odstępnego a samemu zawodnikowi zarzucając samolubstwo, brak umiejętności do gry kombinacyjnej i zbytnie uwielbienie własnej osoby. Druga część fanów (zapewne ta, która interesuje się włoską Serie A) była zachwycona, nie mogąc się nachwalić nietuzinkowych umiejętności młodego napastnika. Strzał z dystansu, szybkość, genialny drybling, siła, świetna gra głową, to miały być atuty, które prezentował sobą Alexis, a których brakowało Barcelonie w poprzednich sezonach. Musze przyznać, że sam dałem się zauroczyć grą Chilijczyka. Oglądając jego wyczyny we Włoszech byłem zachwycony tym, z jaką łatwością mijał rywali i strzelał gole. Mimo młodego wieku już wtedy zebrał bardzo dużo doświadczenia grając na boiskach południowoamerykańskich. Był członkiem takich zespołów jak River Plate i Colo-Colo, do których wypożyczało go wyżej wspomniane Udinese, lecz dopiero w tym ostatnim pokazał pełnie swoich umiejętności. Młody Chilijski Diabeł, jak zwykłem go nazywać, mijał swoich rywali jakby byli, tyczkami asystując swoim kolegą z zespołu aż trzynastokrotnie i samemu żądląc przeciwnika piętnastokrotnie. Jego umiejętności odczuły na sobie tak wielkie zespoły, jak np. AC Milan, Juventus Turyn, Lazio, Palermo. Właśnie to, co wyprawiał z przeciwnikami zaowocowało transferem do FC Barcelony, zespołu, który bardzo uważnie analizuje potencjalne cele transferowe.
           Myślę, że po prawie dwóch latach gry dla Katalończyków można porozmawiać o tym czy było warto. Nie będę nikogo trzymał w niepewności według mnie transfer był warty każdego złamanego Euro centa. Tak wiem, że w tym roku Alex częściej nokautuje widzów na trybunach Camp Nou niż strzela gole ale powiedzcie szczerze, czy poza tym, że jest piekielnie nieskuteczny możecie mu coś jeszcze zarzucić? Odpowiedź jest prosta. NIE! Nikt mu nie może odmówić waleczności, poświęcenia dla klubu lub braku umiejętności. Nasz Diabeł wciąż potrafi zakręcić obrońcami rywali (jestem przekonany, że obrońcy Valencii potwierdziliby moje słowa), wciąż z łatwością dochodzi do sytuacji strzeleckich, wciąż notuje liczne asysty oraz tak zwane podania otwierające I WCIĄŻ haruje jak wół, biegając od pola karnego do pola karnego walcząc o każdą piłkę. Brakuje mu tylko jednego, tego samego, co zatracił Fernando Torres przechodząc z Liverpoolu do Chelsea… skuteczności. Nie wiem, co jest przyczyna tak małej ilości goli w tym sezonie, ale jedno jest pewne kiedy Alexis zacznie regularnie wykorzystywać swoje sytuacje bramkowe to nic go nie zatrzyma. Naprawdę myślę, że może zaliczyć zbliżoną ilość bramek do Messiego. Analizując mecze tegorocznej Ligi hiszpańskiej, Copa del Rey oraz Ligi Mistrzów zauważyłem, że bardzo często Alex ma zbliżoną bądź większą ilość sytuacji niż argentyński gwiazdor. Praktycznie w każdym meczu Sanchez mógłby aplikować swoim rywalom od 2 do 5 bramek. Uważam, że Chilijczyk  przebudzi się, jeśli nie w tym to następnym sezonie I wszyscy kibice, którzy go nie skreślą do tego czasu będą tryumfować nad pozostałymi. Trzeba zauważyć, że Alex pełni jeszcze jedną bardzo ważna role w zespole a mianowicie nie walczy z Messim o miano największej gwiazdy i goleadora. W ostatnich latach widzieliśmy, co się działo z tymi, którzy próbowali przejąć role La Pulgi. Zlatan wyleciał z klubu tak szybko jak do niego wleciał a Villa też w tej chwili nosi się z zamiarem opuszczenia Camp nou na rzecz Emirates Stadium. Z Alexem jest inaczej. Wiele razy podczas meczów zauważyłem, że Argentyński gwiazdor na siłę szuka Sancheza, aby umożliwić mu zdobycie większej ilości goli. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że powstała między nimi specyficzna wieź, której nie udało się zbudować ani ze Zlatanem ani z Villa ani z Pedro i innymi świetnymi napastnikami.
Wieź jest tak silna, że i jeden i drugi czasami zbyt czesto szukają się na boisku, ale powiedzcie czyż nie na tym polega budowanie solidnego, solidarnego zespołu? Właśnie na budowaniu jedynych w swoim rodzaju, unikatowych więzi? Osobiście nie wiem, dlaczego jest tak wiele hejterów Chilijczyka. Nie jest on mniej skuteczny od Pedro a na pewno dysponuje większymi umiejętnościami i większym potencjałem żeby te umiejętności doskonalić. Tylko w jednym tych dwóch zawodników jest podobnych. Obaj pracują w obronie jak mrówki, jednak, jeśli miałbym decydować, kogo sprzedać z zespołu, aby zwolnić miejsce dla młodych wychowanków La Masia to bez wahania wskazałbym Pedro. Wiadome jest to, że to, co napisałem jest mocno subiektywne i wiele osób może się z tym nie zgadzać, ale apeluje do tych, którzy także prezentują to samo stanowisko, co ja żeby uzbroili się jeszcze w ciekawość. A pozostali…. Cóż proponuje wziąć przykład z kibiców hiszpańskich zebranych na Camp Nou, którzy po każdej przestrzelonej piłce skandują „ALEXIS!! ALEXIS!!”  aby wspierać młodą dziewiątkę Barcelony. Narzekanie jest bardzo polskie a ja nakłaniam żebyście uczyli się od nich, na czym polega prawdziwe kibicowanie. Nie tylko wymagajcie, ale wesprzyjcie piłkarza, klub, dajcie coś od siebie.

   Ostatnio jeden z członków zarządu powiedział „Camp Nou zjadło już wielu wielkich piłkarzy” wiec ja mogę powiedzieć na to tylko jedno: NIE DAJ SIĘ ZJEŚĆ ALEX POKAŻ, ŻE JESTEŚ PRAWDZIWYM CHILIJSKIM DIABŁEM!!!!







PS Zapraszam do stworzonej przeze mnie kompilacji o młodym Chilijczyku.





wtorek, 5 lutego 2013

Nieufni

Nieufni




Złote dziecko angielskiego footballu, olśniewający, cudowny w taki sposób w ciągu ostatnich tygodni jest określany, przez zagraniczne media, Daniel Sturridge. Ci, którzy nie wiedza, zawodnik ten przeszedł w zimowym okienku transferowym z Chelsea do Liverpoolu za 12 mln funtów i z miejsca stał się kluczowym zawodnikiem swojego nowego zespołu. Mówi się, że istnieją trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyki, lecz to właśnie te ostatnie powiedzą nam jak wielki potencjał drzemie w tym młodym napastniku. Podczas miesiąca pobytu w mieście Beatlesów Sturridge zaliczył ok. 300 minut w  Premier League i FA-Cup strzelając przy tym 4 gole i jeden raz asystując swojemu koledze z zespołu.
   Gdybym był terenem Liverpoolu to skakałbym z radość, rzadko, bowiem udaje się za tak niska cenę wykupić tak wielki talent, który w nowym otoczeniu, bez odpowiedniego przygotowania do drugiej części sezonu wchodzi na boisko i dewastuje przeciwne drużyny. Pozostaje tylko zadać pytanie:, Dlaczego? Dlaczego zarząd Chelsea pozwolił sobie wyrwać tak zdolnego zawodnika i to za tak, powiedzmy sobie szczerze, śmieszna sumkę pieniędzy? W tych czasach gdzie „talenty” z Brazylii wykupuje się za 40-50 milionów a szesnastolatków Papa Wenger potrafi wyciągnąć za kilka ładnych milionów, Daniel przechodzi za niespełna 15 milionów Euro do Liverpoolu. Tego samego Liverpoolu, który przez ostatnie lata dawał się doić każdemu innemu zespołowi w lidze angielskiej (przypomnijcie sobie choćby kwotę transferu Andy'ego Carrolla). Co z tym chłopakiem jest nie tak? Starając się dojść do tego, próbowałem spojrzeć na to zagadnienie pod każdym kątem. Może chodziło o wiek? Według mnie 23 lata to perfekcja. Zawodnik nie za młody nie za stary, już zdążył złapać sporo doświadczenia, lecz wciąż trawi go głód sukcesów. Wiec być może poszedł śladami niesfornych piłkarzy takich jak Cantona, Balotelli i inni? Szczerze mówiąc, gdy czytałem wywiady z nim nigdy nie odniosłem takiego wrażenia. Wręcz przeciwnie z jego wypowiedzi aż bije szacunek do rywala, skromność i chęć pracy nad sobą. Śledząc jego poczynania zauważyłem jeszcze jedną rzecz, a mianowicie wielką ambicje drzemiąca w tym zawodniku a to kolejny duży plus, przynajmniej według mnie. Więc powróćmy do pytania, Dlaczego? Dlaczego ten zawodnik, który według mnie bez problemu wyparłby ze składu Chelsea Fernando Torresa, zdobywa gole teraz dla Liverpoolu?

Odpowiedź jest jednym słowem – Zaufanie. Zaufanie, którego brakowało zarówno u sterników Manchesteru City jak i Chelsea. Wiadomo, że łatwiej jest postawić na napastnika, którego sprowadza się za grube miliony, który, teoretycznie, zapewni 20-30 goli w sezonie. Po co budować solidny zespół oparty na doświadczeniu i stonowanym footballu wspieranym przez młodzieńczą nieprzewidywalność, polot i finezje, skoro można wydać 200 mln funtów i po prostu wymienić „zużytych” zawodników. Taka w tej chwili panuje polityka w Chelsea młodych zdolnych wywalić, starych, zasłużonych oddać bądź sprzedać. Jeśli ktoś się nie zgadza niech popatrzy co się stało z bohaterem tego felietonu, co się stało z Drogbą, co się dzieje z Lampardem i wreszcie co się miało stać z Ashleyem Colem. Powiedzcie szczerze, czy jakikolwiek kibic sprzedałby Xaviego bądź Puyola z Barcelony, Buffona z Juventusu, Giggsa z Manchesteru Utd albo Raula z Realu…. Ups ? NIE! A Klub zarządzany przez rosyjskiego oligarchę bazuje na tym że z zawodników trzeba wycisnąć co się da, wygrać nimi jak dużo się da i na koniec sprzedać gdziekolwiek się uda. Nie ma miejsca na nic innego.

  Daniel niewątpliwie skorzystał na tym transferze, przeszedł do zespołu, który jest budowany na wierności do klubu, tradycji i uczciwości. Sam piłkarz przyznał niedawno, że to największy klub, w którym dotychczas grał i jestem skłonny się z tym zgodzić. Mam nadzieje, że ten młody anglik pomoże w odbudowie tego wielkiego zespołu, jakim jeszcze niedawno był Liverpool. W kwietniu odbędzie się mecz byłej i obecnej drużyny Sturridg’a, mecz, który być może przesądzi o być albo nie być jednego z tych zespołów lidze mistrzów. Mam nadzieje, że do tego czasu Daniel zbuduje, solidna nić albo raczej autostradę zrozumienia ze swoimi klubowymi kolegami. Odbuduje fizyczną formę, o której sam mówi, że nie jest jeszcze doskonała i pokaże Ramonowi, że czasem warto zainwestować w szkółkę. Warto dać się wykazać młodym zawodnikom, którzy wyprują sobie płuca, żeby pokazać ile dla nich znaczy klub. Wreszcie, że nie zawsze pojecie droższe = lepsze jest prawdziwe. Mam nadzieje, że Daniel będzie bronić krwisto czerwonych barw z taka samą zawziętością, z jaką mógł kiedyś bronić niebieskich barw. Mógł gdyby dostał, choć trochę zaufania. Gdyby trenerzy mieli, choć trochę jaj. Wreszcie mam nadzieje, że ten mecz skończy się tak jak powinni kończyć ślepi, nieufni tchórze.
           Widzę świetlaną przyszłość przed tym młodzianem, już teraz moim zdaniem Danny Welbeck może mu czyścić buty, a jeśli dalej będzie dążył do doskonałości i wciąż tak świetnie będzie wypełniać swoje zadania na murawie to, razem z Luisem Suarezem rozpracuje każdą obronę. Do tego, jeśli Liverpool wzmocni swoją obronę i bramkę w letnim okienku transferowym to w czołówce Premier League może się zrobić bardzo ciekawie. A Wy jak sądzicie? Przyszłość Daniela jest bliżej TOP 10 napastników świata czy po prostu się wystrzela i zrówna do niektórych kolegów z Liverpoolu. Piszcie =)